#1 2017-08-24

Filip Lotnik
Prezydent Okręgu Deliland
Imię i nazwisko postaci: Filip Lotnik
Partia: PRS
Tytuł Szlachecki: brak
nick na stronie głównej: Filip Lotnik
Pracuje w:: Tygodnik Co w kraju piszczy, menedżer klubu Kartuzja Spotic, prezes Senator III i IV Kadencji, Komendant Główny Policji
Reputacja :  [+ 32/ -68 ]

Legenda o powstaniu Kartuzji.

UWAGA! Poniższy tekst jest jedynie legendą, opowieścią przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Nie znajduje on realnego odzwierciedlenia w historii państwa i miasta, proszę traktować go z przymrużeniem oka.


Dawno, dawno temu, w odległej zapomnianej dziś wiosce, mieszkał prosty rybak zwany Kartuzem. Kartuz był człowiekiem bardzo miłym, skromnym i miłosiernym. Jednak nie wszyscy Kartuza uwielbiali. Miał on złego brata, człowieka skrajnie egoistycznego i nienawistnego. Kartuz wielokrotnie starał się pogodzić z bratem, jednak ten dalej pielęgnował urazę do brata w którego cieniu był przez całe życie. Któregoś dnia, brat pokłócił się z ojcem braci. W gniewie chwycił on nóż, i ojca zabił. Jednak, nie zamierzał on przyjąć kary, podrzucił zakrwawiony nóż do łóżka śpiącemu Kartuzowi. Kiedy nastał świt i znaleziono ciało ojca, podejrzenia padły na Kartuza. Balował on poprzedniej nocy, dlatego pod wpływem rumu nie pamiętał co działo się tamtej nocy, temuż nie mógł się z obecności noża w swoim łożu wytłumaczyć. Ludność wioski zdecydowała, Kartuz za zbrodnię, której nie popełnił został wygnany z domostwa, i nigdy nie mógł tam powrócić.
Biedny rybak ruszył na północ, z czasem, zabrakło mu jedzenia i wody, zaczął wyglądać jak zwykły przybłęda. A przybłędom każdy odmawiał gościny, gdzie się nie pojawił, od razu go wypędzano. A więc Kartuz szedł dalej, znał się tylko na łowieniu ryb, niczym więcej. Kiedy dotarł więc do miejsca gdzie wody z rybami zabrakło, zaczął głodować, i tracić nadzieję. Ale szedł dalej. Kiedy w końcu miał stanąć i powiedzieć nie, spotkał go cud. Trafił nad piękną zatokę, malowniczą, pełną ryb, i niezamieszkaną. Zdecydował, że tutaj będzie jego nowy dom. W końcu zbudował dom, i żył tam sam i spokojnie. Jednak niedługo, do jego domostwa zaczęli docierać inni ludzie. Uciekali oni od wojen, chorób i innych katastrof, które spotykały kraj. Mimo wszystkich krzywd jakie inni ludzie, Kartuz nie stracił swojej osobowości, dalej był miłosierny, więc pozwolił ludziom tym zamieszkać razem z nim.  Mijały lata, z jednego domu powstała cała wieś, jeszcze większa od jego rodzinnej wioski. Jak na początku on był tu gospodarzem, to z czasem tracił swoją pozycję. Rodziły się tu nowe dzieci, a on był coraz starszy. Któregoś dnia wyruszył samotnie nocą łowić ryby. Jednak jego sieć, oprócz ryb, złapała coś innego. Wyglądało to jak kamień, jednak było ciemno, a Kartuz był już stary, więc nie widział tak dobrze. Postanowił wziąć znalezisko do domu i rano je zbadać. Kiedy nastał dzień, Kartuz z przerażeniem odkrył czym znalezisko jest. Było to ogromne czarne jajo, ale nie zwykłe. Było to jajo Gryfa, stworzenia, które zamieszkiwało tę ziemię zanim przybyli jego przodkowie. Kiedy zaludniali oni Południolandię, wypędzili Gryfy z ich naturalnych siedlisk, w końcu te musiały uciekać w wysokie góry, gdzie w końcu wymarły. Jednak widział przed sobą jajo tego stworzenia. I nie takie jakie widywał wcześniej wśród kupców zatrzymujących się w ich wiosce, tamte drogocenne jaja były błyszczące i skamieniałe, ale to było inne, miększe i czerwone, być może ono, pod wpływem ciepłej wody Południolandzkiego morza, przeżyło ono długie lata. Jedno było pewne, z tego jaja wykluć mógł się mały gryf. Ale Kartuz wiedział co się z nim stanie, pełnił we wsi funkcję już tylko szanowanego starca, gdyby mieszkańcy dowiedzieli się o tej bestii, zabili by ją ze strachu. Ale Kartuz nie mógł na to pozwolić, nie mógł patrzeć jak ludzie zabijają ostatnie z tych mitycznych zwierząt. Więc postanowił opiekować się nim i ukrywać je, póki mógł. Po jakimś czasie, z jaja rzeczywiście wykluło się stworzenie, o tułowiu orła i głowie lwa, jednak było ono inne niż te o których czytał, ono, było całe białe . Było małe, jednak rosło bardzo szybko. Nie było na szczęście wybredne, jadło wszystkie ryby jakie Kartuz mu przyniósł. Po roku było ono na tyle duże, że starzec nie mógł już trzymać go w jego chacie. Zdecydował się więc, że wypuści to stworzenie na wolność. Jednak w noc przed planowanym wypuszczeniem gryfa, Kartuz udał się na połów. Kiedy go nie było, gryf, wielkości już ludzkiego 12-latka, przypadkiem zauważył uchylone drzwi, których Kartuz zapomniał zamknąć. Gryf wyszedł na zewnątrz, był to pierwszy raz, kiedy widział powietrze, ponieważ Kartuz cały czas trzymał go w chacie dla bezpieczeństwa. Zwierzę wpadło w panikę, zaczęło biegać i niszczyć wszystko dookoła, zbudziło tym pozostałych mieszkańców wioski. Silnym rybakom udało się związać gryfa. Zanim Kartuz powrócił z połowu, wieśniacy już zadecydowali co chcą ze zwierzęciem zrobić. Zamierzali je zabić.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


Filip Lotnik - Prezydent Miasta Delilandu Doktor Hab. Historii
Nie chodzi o wygraną, chodzi o przegraną przeciwnka.

Offline

 

#2 2017-08-26

Filip Lotnik
Prezydent Okręgu Deliland
Imię i nazwisko postaci: Filip Lotnik
Partia: PRS
Tytuł Szlachecki: brak
nick na stronie głównej: Filip Lotnik
Pracuje w:: Tygodnik Co w kraju piszczy, menedżer klubu Kartuzja Spotic, prezes Senator III i IV Kadencji, Komendant Główny Policji
Reputacja :  [+ 32/ -68 ]

Re: Legenda o powstaniu Kartuzji.

CZĘŚĆ DRUGA

Kiedy Kartuz powrócił z połowu, wieśniacy już szykowali się do ścięcia głowy gryfowi, jednak egzekucje spowalniało okropne szamotanie się zwierzęcia. O dziwo, mimo że gryf miał ogromne zęby i pazury, nikogo nie skrzywdził. Ale wieśniaków to nie obchodziło. Kiedy Kartuz zobaczył co się dzieje, od razu podbiegł i krzyknął:
-Na boga! Czekajcie ludzie!
-Co ty chcesz dziadu?! To ty trzymałeś tą bestie w naszej wiosce! Ona mogła nas wszystkich zabić!-
Krzyknął któryś z wieśniaków
-Ty nie wiesz co to jest chłopcze?! To gryf! Ostatni z gryfów!
-I co mnie to obchodzi? Zetnę temu ptaszorowi głowę zanim on zrobi to komuś z nas!
Wieśniak, już podniósł topór ,i już zrobił zamach do uderzenia, lecz nagle Kartuz stanął pomiędzy nim a Gryfem.
-Jeśli chcesz to zrobić, musisz zabić też mnie- ogłosił
-Nie wygłupiaj się starcze, idź precz!
Chłop starał się go przesunąć, jednak wciąż silny Kartuz wyrwał mu się, i dalej niewzruszony stał przed związanym gryfem.
-A niech i tak będzie- krzyknął chłop- zdychaj razem z tym swoim straszydłem!
Zanim chłop zdążył uderzyć, inny wieśniak powstrzymał go.
-Co ty?! Henio, oszalałeś?!
-Ten głupiec broni tej bestii! Co mam niby zrobić!
-Ten głupiec pomógł twojej matce 20 lat temu, on pomógł nam wybudować tu domy, i osiedlić się. Gdyby nie on, twoja matka dawno byłaby martwa a ty nigdy byś się nie narodził!
- Przypomniała mu pewna staruszka ze wsi.
-Więc co do cholery mam z nim zrobić?!
-Kartuzie- staruszka zwróciła się do niego- co zamierasz zrobić z tym gryfem?
-To pewnie ostatni z nich. Jest już za duży aby trzymać go w chacie. Miałem zamiar jutro go wypuścić, ale głupi zostawiłem uchylone drzwi. Ten jest jeszcze mały, pierwszy raz widział świat, dlatego spanikował.
-Myślę, że wypuszczenie go na wolność, daleko stąd, będzie dobrym pomysłem
- Powiedziała staruszka.
Kilka osób z tłumu potwierdziło to krzykami, jednak większość dalej się zastanawiała, aż w końcu jeden z chłopów wystąpił z szeregu i powiedział:
-A skąd mamy wiedzieć, że to coś nie wróci tu i nie zje nas wszystkich?-Pytaniu temu wtórowało jeszcze więcej okrzyków.
-Te stworzenia nigdy nie szukały zwady z ludźmi, właśnie przez takie nastawienie, te piękne stworzenia niemal wyginęły-Odpowiedział Kartuz.
Zapadła cisza, większość wieśniaków dalej nie była pewna. Widząc to, Kartuz klęknął i powiedział.
-Przysięgam na wszystkich bogów, że ten gryf nigdy nikogo z was nie skrzywdzi, jeśli to zrobi, niechaj ja umrę w męczarniach.
Ludność wioski była bardzo religijna, słysząc takie wyznanie, w końcu się przekonali.
-Dobrze więc- Powiedział wieśniak z toporem, którego właśnie opuścił- Wypuść to swoje ptaszysko na wolność, ale jeżeli się mylisz, zapłacisz za to swoją głową.
O świcie Kartuz pojechał ze staruszką i kilkoma młodymi wieśniakami wypuścić gryfa. Niestety nie udało mu się ich przekonać do rozwiązania zwierzęcia, które całą drogę nie miłosiernie się rzucało. Kiedy oddali się wystarczająco od wsi, młodzi wieśniacy rozwiązali gryfa. Ten, zamiast atakować, zaczął się rozglądać. Wyglądał jakby przygotowywał się do lotu, jako że do tej pory żył w chatce Kartuza, nie mógł nauczyć się latać, jednak Kartuz podejrzewał, że była to umiejętność wrodzona gryfów. Jednak zanim wzbił się w powietrze, spojrzał na Kartuza, tak jakby pytał się go o pozwolenie.
-Leć przyjacielu.-Powiedział- Mam nadzieję że jeszcze kiedyś cię zobaczę.
Chwilę po tym gryf był już w przestworzach. Kartuz i wieśniacy obserwowali go jeszcze długo, póki nie zniknął za horyzontem. Kartuz uśmiechnął się i cicho powiedział "Żegnaj". Nie spodziewał się, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy to zwierzę.
Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się myli.


KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ. CDN.


Filip Lotnik - Prezydent Miasta Delilandu Doktor Hab. Historii
Nie chodzi o wygraną, chodzi o przegraną przeciwnka.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo